Święto Niepodległości Polski uczciliśmy spływami kajakowymi

     W bieżącym roku, chcąc uczcić Święto Niepodległości Polski, Koło Turystów Górskich im. Klimka Bachledy w Kcyni, dzięki wsparciu Dyrektora Zakładu Poprawczego w Kcyni, zorganizowało serię trzech spływów kajakowych na rzekach naszego regionu. W dwóch spływach  wzięli udział wychowankowie naszego zakładu, zabezpieczani przez Instruktorów Kajakarstwa PZKaj – wychowawców naszego zakładu. A ze względu na reżim sanitarny i epidemiologiczny, spowodowany COVID-19, w  spływach tych nie wzięli udziału  kajakarze ze środowiska otwartego. Celem naszych spływów były przede wszystkim wypoczynek i rekreacja na świeżym powietrzu  oraz doskonalenie naszych umiejętności kajakowych. Dodatkowo naszym celem historyczno-krajoznawczym, związanym ze Świętem Niepodległości Polski, było zapoznanie się z efektami kolonizacji niemieckiej w XVIII i XIX-wiecznej dolinie Noteci, które po dziś dzień można zauważyć.

     Dolina Noteci w okresie I Rzeczypospolitej pełniła funkcję rzeki granicznej. Była słabo zagospodarowana, wręcz nieprzejezdna z wyjątkiem kilku przepraw. Władcy Rzeczypospolitej, ze względów militarnych nie byli zainteresowani rozbudową sieci dróg w samej dolinie rzecznej oraz wykorzystaniem gospodarczym  Noteci, jak i rzek wpadających  do niej.  Sytuacja zmieniła się, gdy tereny te opanowali po 1772 r. Prusacy. Rozpoczęli oni w krótkim czasie program osiedlania kolonistów niemieckich w celu uregulowania Noteci, wybudowania licznych dróg wzdłuż samej rzeki jak i urządzeń hydrotechnicznych (śluzy), ułatwiających żeglugę barek z Bydgoszczy do Szczecina.  Wybudowano wiele młynów i jazów wykorzystujących spadek wody z wysokiej północnej krawędzi Doliny Noteci. Noteć dzisiaj jest rzeką wysychającą i bardzo istotną rolę w gospodarce wodnej w jej dolinie jest odpowiednie utrzymanie sprawności tych urządzeń. Do dzisiaj wiele z tych budowli nadal pełni swoje funkcje i jest wykorzystywana jako hydroelektrownie, a ruiny innych można znaleźć w nadrzecznych skarpach. Czekają one na odbudowę lub rewitalizację.  Przeszłość, jaką poznawali nasi wychowankowie w czasie tych spływów, nie jest obcą krainą, jest czymś bliskim, co spotykamy na co dzień, w zasięgu ręki czy wzroku. Należy zadać sobie trud, aby ją odczytać i zinterpretować z perspektywy współczesności. Jest w niej zawarta ciągłość.  Ludzie ongiś zamieszkujący w tych miejscach współtworzyli otaczający nas krajobraz, zmieniali go, wprowadzając w różnych epokach nowe elementy. Ciągłość ta wyraża połączenie wszystkich elementów w logiczną i akceptowalną przez zamieszkujących notecką dolinę społeczność, bez rozróżnienia jej narodowości na niemiecką, żydowską czy polską.  

     28 października spłynęliśmy rzeką Orlą na odcinku z Kraczek do Rudy. Po omówieniu warunków bezpieczeństwa i zasad asekuracji obowiązujących na wodzie sprowadziliśmy kajaki przy moście w Kraczkach. Na samym początku przepłynęliśmy w efektownym warkoczu wodnym wysoki jaz, następnie popłynęliśmy dalej leniwie meandrującą w bukowym lesie rzeką. W pewnym momencie napotkaliśmy pozostałości konstrukcji spiętrzających wodę, aby napędzać urządzenia mechaniczne w pobliskim majątku. Przemknęliśmy między filarami betonowymi, ocierając kajaki na blokach zalegających dno rzeczne. Niebo nad nami wypogodziło się i z porannej szarej mżawki zmieniło się w złotą polską jesień. Wiele przyjemności przyniosło nam pokonywanie nielicznych przeszkód zalegających w rzece. Wzajemnie pomagając sobie i dopingując, dopłynęliśmy do młyna w Rudzie. Imponujące jego ruiny pomogły uzmysłowić nam, jak ważną rolę pełnił on dla życia gospodarczego mieszkańców okolicznych miejscowości. Po wyjściu z wody szybko przebraliśmy się i ogrzaliśmy przy rozpalonym ognisku. Pozostał nam powrót do Kcyni.

     11 listopada spłynęliśmy rzeką Łobżonką na odcinku z Kościerzyna Wielkiego do Klawka. Ten odcinek jest nam doskonale znany, ponieważ spłynięcie nim jest dla naszych wychowanków doskonałym egzaminem stopnia opanowania zawansowanych umiejętności kajakowych.  Często nazywany jest w środowisku kajakarskim, ze względu na ilość drzew leżących w jej nurcie, „poligonem kajakowym” lub „tartakiem”. W Kościerzynie Wielkim, po omówieniu warunków bezpieczeństwa obowiązujących w czasie spływu, zeszliśmy na wodę. Spłynięcie tą przepiękną i trudną technicznie rzeką, w jesiennej aurze, jest niezwykłym przeżyciem. Koloryt otaczających nas drzew, pełnych złota, purpury i brązów zacierał się w delikatnej mgiełce. Płynąc szybkim nurtem i rozkoszując się cudami natury, dopłynęliśmy do ruin starego wiaduktu Białośliwskiej Kolejki Wąskotorowej w Polinowie i od tego momentu rozpoczęliśmy właściwe zmagania z licznymi zwałkami zalegającymi na całej szerokości Łobżonki. Nawzajem się asekurując i pomagając, pokonywaliśmy olbrzymie pnie drzew, bystrza i głazowiska. Zimna woda i chłodne powiewy wiatru zmuszały nas do zwiększonej uwagi, aby nie ulec przymusowej „kabinie”. Zwalone drzewa tworzyły czasem misterne barykady zamykające nam drogę.   Po trzygodzinnej przygodzie dopłynęliśmy do starego poniemieckiego młyna w Klawku, który podobnie jak jaz w Kościerzynie Wielkim pełni obecnie funkcje hydroelektrowni. 

     W dniu 13 listopada wyruszyliśmy na doskonale znaną nam Orlę. Tym razem popłynęliśmy odcinkiem z Radzicza do Kraczek. W doskonale zgranym zespole ćwiczyliśmy techniki pokonywania licznych przeszkód leżących w nurcie rzecznym. Ta niewielka rzeka swoje źródła ma na łąkach niedaleko Więcborka i w zasadzie na całej swej długości płynie przez teren powiatu nakielskiego, najpierw ciągiem jezior rynnowych a później polami gminy Mrocza i Sadki. Na znacznym obszarze swego zlewiska przepływa przez obszary chronione Krajeńskiego Parku Krajobrazowego. W przeszłości zbudowano na niej wiele młynów i stopni wodnych, żeby wspomnieć o najciekawszych w Orzelskim Młynie: Wyrzyskim Młynie, Sadkowskim Młynie, Radziczu czy Rudzie. Rzeka ta jest dla nas doskonałą szkołą, na której ćwiczymy swoje umiejętności kajakowe. Wolny nurt pozwala prezentować wychowankom sposoby pokonywania przeszkód w różnoraki sposób, a ewentualne niepowodzenia nie kończą się „kabiną” i zawsze jest czas, gdy można poprawić swoją technikę. Powoli na etapy uczymy ich „glusiów”, „żółwików”, przerzucania kajaków oraz wzajemnej asekuracji. Na pewno im się to przyda, gdy będą wspierać swoje koleżanki i kolegów ze środowiska otwartego po ustaniu zagrożeń wynikających z COVID-19.

     Płynąc powoli i rozkoszując się otaczającą nas przyrodą dopłynęliśmy do jazu w Kraczkach i na nim zakończyliśmy nasz spływ. Dla nas sezon kajakowy jeszcze się nie skończył!!!