Świąteczne spływy kajakowe

     Grudzień dla nas – kajakarzy z Koła Turystów Górskich im. Klimka Bachledy w Kcyni, to czas kiedy zmagamy się w czasie  naszych spływów z ekstremalnymi warunkami. Niska temperatura, zalodzenie na przeszkodach, śnieg pokrywający nadbrzeżne skarpy, zmuszają nas do maksymalnej uwagi, aby nie zmoczyć się przypadkową kabiną, co grozi niebezpieczną w skutkach hipotermią. Zabezpieczeni odzieżą neoprenową oraz półsuche sztormiaki, wpięci w nasze zwałkowe  kajaki szczelnie opinającymi w biodrach fartuchami, dwukrotnie w dniach 27 listopada na odcinku z Wyrzyska do Osieka  i 4 grudnia z Witrogoszcza do Łobżenicy, spłynęliśmy  Łobżonką. 18 grudnia spłynęliśmy rzeką Głomią z Skórki do Dobrzycy.

     Płynąc przez przyprószone cienką warstwą śniegu lasy, byliśmy podobni do mnichów prowadzących cichymi pluskami wioseł modlitwę w sanktuarium natury. Dokoła nas panowała cisza… czasem przerywana wrzaskliwym krakaniem wrony lub kruka, które zrywały się do lotu zaskoczone naszym widokiem. Z pochylonych nad wodą gałęzi osypywał się srebrny pył szronu, który mienił się barwami w mgiełce naszych gorących oddechów. Jakże tajemniczo wyglądały mijane oczerety i bagniska przykryte białym welonem mglistej poświaty. Patrząc na wijącą się rzekę, wsłuchiwaliśmy się w jej szept. A ona szumiąc na wypłyceniach, bulgocąc pod przeszkodami, śpiewała swoją odwieczną pieśń wolności człowieka.  Gdybyśmy  rozumieli język wody, może wyczytalibyśmy jaki nam los pisany w przyszłym roku…  Zawiły?  z wieloma zakrętami? Jak woda, która stara się omijać przeszkody, przelewać nad głazami czy zwałkami, spadać, bulgotać, pienić się aby dalej spokojnie płynąc przez rozlewiska, dopóki nie spotka nowej przeszkody…

     Celem tych spływów było doskonalenie umiejętności pokonywania przeszkód naturalnych na wodzie szybko płynącej w zimowych warunkach. Bardzo dobrze sprawdzała się wzajemna asekuracja i pomoc w sytuacjach kryzysowych przy ekstremalnych temperaturach. Płynąc w głębokim jarze czy to Łobżonki czy też Głomii, powoli i systematycznie pokonywaliśmy przeszkody leżące w nich od wielu lat. Porośnięte mchem i licznymi grzybami  przegradzały malownicze rzeki, tworzyły  wymyślne barykady. Najlepszym sposobem na nie było mozolne przeciskanie się pod nimi, często nurkując w zimnej wodzie lub taplając się w przybrzeżnym błocie. Innym sposobem było przerzucanie kajaków nad drzewami. Wzajemnie sobie pomagając i wspierając się, dopłynęliśmy do mety. Jeszcze tylko szybkie przebranie się w suche rzeczy i następny  spływ mogliśmy zakończyć nad gorącym grillem rozpalonym przez pana kierowcę, zajadając przepyszne kiełbaski.

     Zimowe spływy mają swój urok i to coś…