Kajakarze z KTG im. Klimka Bachledy na Łupawie

      22 października kajakarze z Koła Turystów Górskich im. Klimka Bachledy przy Zakładzie Poprawczym w Kcyni  zorganizowali spływ jedną z najciekawszych, a zarazem najtrudniejszych rzek Pojezierza Kaszubskiego – Łupawą.

      Szlak kajakowy prowadzący tą rzeką liczy 95 km. Kajakarze wybrali środkowy przełomowy odcinek liczący 19 kilometrów z Kozina do Łupawy, na którym lepiej płynąć jedynkami zaopatrzonymi w fartuchy. Po zwyczajowej odprawie i omówieniu zasad bezpieczeństwa, asekuracji oraz sposobu pokonywania napotkanych przeszkód, uczestnicy wycieczki sprowadzili kajaki na rzekę w przepięknym zalesionym wąwozie o wysokich zboczach  mona, gdzie charakter górski przebija się przez zwałowiska olbrzymich kamieni i głazów zalegających dno rzeczne, by w innym miejscu rozlewać się szerzej, przemykając przez kamieniste bystrza. Wystające z wody i zalegające pod jej powierzchnią kamienie czyhały na błędy kajakarzy, a drzewa porozrzucane po korycie dodatkowo utrudniały zadanie spłynięcia do Pogorzelic. Prowadząc kajak przez ten labirynt przykos, głazów i zwałek, należało uważnie czytać wodę i szybko decydować się na najdogodniejszy manewr i zwrot. Uczestnicy spływu mieli sporo  trudności z pokonaniem wypłyceń, jakie pojawiły się na rzece po odprowadzeniu znacznej ilości wody do stawów rybnych powyżej Pogorzelic. Powoli, szorując spodami kajaków po kamienistym dnie dopłynęli do leśniczówki Flisów w Podkomorzycach i po przepłynięciu pod mostem na drodze Podkomorzyce – Karwno wpłynęli na odcinek zasilany dużymi ilościami wody z pobliskich stawów rybnych. Od tego momentu przyszło im się zmierzyć z najdzikszym i najtrudniejszym odcinkiem Łupawy, która przebijając się przez morenę ma spadek trzech promili. Oprócz licznych wielkich kamieni w korycie rzeki pojawiły się olbrzymie zwalone drzewa. Mnóstwo tutaj bystrzy, szypotów i zdradliwych cofek. Jako że nurt jest bardzo silny każda błędna decyzja, co do sposobu pokonania przeszkody mogła skończyć się wywrotką. Trudnych momentów było naprawdę sporo i następowały jeden po drugim, niektóre przeszkody były szczególnie niebezpieczne. Po przepłynięciu sześciu kilometrów górskiego bystrza, w końcu rzeka przed hydroelektrownią w Łupawie zwolniła. Kajakarze mogli cieszyć się z przebytej przygody, wymienić się spostrzeżeniami i w pełni kontemplować otaczającą dziką przyrodę. Niezwykłości dodawał widok  lasu  wokół, który pokryty był białym muślinem padającego wieczorem śniegu. Po czterogodzinnej przeprawie wszyscy z ulgą przywitali widok stojącego przy brzegu samochodu.

      Przygoda z rzekami kaszubskimi miała ciąg dalszy i po przerzuceniu sprzętu do Sulęczyna nastąpiła kontynuacja  spływu na jednej z najtrudniejszych rzek na niżu polskim jaką jest Słupia. Wyzwaniem, z którym uczestnicy wycieczki chcieli się zmierzyć, był górski charakter tej rzeki, szczególnie na odcinku tak zwanej „Rynny Sulęczyńskiej” –  najeżone kamieniami bystrze o spadku przekraczającym 4 promile (WW 1-2) sprawia, że sterowanie kajakami jest bardzo trudne, a ustawienie go w poprzek może skończyć się rozerwaniem lub przepołowieniem kajaka, gdyż woda napiera z ogromnym impetem. Zatykający dech w piersiach odcinek kończy się przed jazem tartaku. Pokonanie go przyniosło wiele niezapomnianych wrażeń po dopłynięciu do mety…