Andrzejkowe spływy kajakowe

      Zgodnie z zapowiedzią sprzed dwóch tygodni kajakarze z Koła Turystów Górskich im. Klimka Bachledy w Kcyni, wspierani przez wychowanków i pracowników kcyńskiego zakładu poprawczego, zorganizowali w mijającym tygodniu dwa spływy: 23 listopada na Łobżonce i 24 listopada na Sępolence.

      Pierwszy spływ odbył się na odcinku z Wyrzyska do Osieka. Wzięli w nim udział wychowankowie – doświadczeni kajakarze z ZP Kcynia. Coraz chłodniejsza aura skłania nas do korzystania z uroków łatwiejszych odcinków tej wspaniałej rzeki. Celem tego spływu było doskonalenie umiejętności pokonywania przeszkód naturalnych na wodzie szybko płynącej, wzajemna asekuracja i pomoc w sytuacjach kryzysowych. Te nieliczne, które spotkaliśmy na swej drodze, umożliwiły nam jeszcze lepsze wczucie się w nurt rzeki. Mogliśmy odczytać, gdzie ukrywają się przykosy, głazy i zanurzone pod taflą wody konary. Łobżonka na  tym odcinku mogłaby z powodzeniem stać się doskonałym produktem turystycznym zarówno dla Wyrzyska, jak i Osieka. Problemem, z którym lokalne władze nie mogą sobie poradzić od wielu lat, są odpadki komunalne zalegające dno tej rzeki: lodówki, telewizory, opony….  Po dopłynięciu do Osieka rozgrzaliśmy się przy ognisku, zajadając przepyszne kiełbaski.

      Drugi spływ był zorganizowany dla licznej rzeszy kajakarzy, między innymi z Pakości, Chojnic, Torunia, Tucholi, Sępólna Krajeńskiego i Kcyni. Był on kontynuacją spływu sprzed dwóch tygodni, kiedy to płynąc do miejscowości Ciosek, dotarliśmy do Motyla. Ilość zwalonych drzew w nurcie Sępolenki  była wtedy tak wielka, że w ciągu 4 godzin pokonaliśmy  tylko osiem kilometrów. W ubiegłą sobotę dopłynęliśmy ostatecznie do ujścia Sępolenki – do Zalewu Koronowskiego. Tym razem, płynąc w głębokim jarze powoli i systematycznie pokonywaliśmy przeszkody leżące od wielu lat i przegradzające rzekę, tworząc wymyślne barykady. Sceneria, która nas otaczała byłaby doskonałym natchnieniem niejednego artysty.  W głębokim wąwozie, otoczonym mglistym woalem toczyła swe wody niewielka rzeka, lśniąc stalowym blaskiem, szemrząc na wypłaceniach wśród głazów. Zastanawiała się, kto zakłóca ciszę zalegającą o tej porze roku te leśne ostępy. A wokół stare zmurszałe pnie kończyły swój doczesny byt, obrośnięte porostami i mchami, kruszone uderzeniami fal. Woda wypłukiwała resztki ziemi spomiędzy korzeni, ukazując nagie wężowe sploty, rozpaczliwie wczepiające się w strome skarpy. Nasze kajaki jak kolorowe motyle przelatywały przez ten mroczny krajobraz. Najlepszym sposobem na nie było mozolne przeciskanie się pod nimi, często nurkując w zimnej wodzie lub taplając się w przybrzeżnym błocie. Innym rozwiązaniem było przerzucanie kajaków nad drzewami. Wzajemnie sobie pomagając i wspierając się, dopłynęliśmy do mety. Jeszcze tylko szybkie przebranie się w suche rzeczy i spływ mogliśmy zakończyć przy grillu u gościnnych kolegów z Sępólna Krajeńskiego.

      Dla nas ten sezon kajakowy jeszcze się nie zakończył….