Listopadowy spływ Klimków na Rokitce

     Po ostatnich dość obfitych opadach deszczu w naszym regionie kajakarze z Koła Turystów Górskich im. Klimka Bachledy w Kcyni wspólnie z uczniami Zespołu Szkół im. Stanisława Staszica w Nakle nad Notecią, wychowankami Zakładu Poprawczego w Kcyni oraz z zaproszonymi entuzjastami aktywnego wypoczynku, na pięknych rzekach naszego powiatu, wzięli wspólnie udział w spływie kajakowym. Odbył się on 17 listopada 2019 r. na rzece Rokitce, na odcinku z Sadek do Samostrzela. Spływ ten został przeprowadzony dzięki wsparciu Dyrektora Zakładu Poprawczego w Kcyni oraz Dyrektora Zespołu Szkół im. Stanisław Staszica w Nakle nad Notecią.

   Planowaliśmy pierwotnie spłynięcie rzeką Orlą z Kraczek do Rudy, lecz bardzo niski stan wody na tej rzece, spowodowany zatrzymaniem jej na jazach przy elektrowni w Radziczu, spowodował, że po męczącym, dwustumetrowym przepychaniu kajaków po kamienistym dnie, zniechęceni wyszliśmy z nich i przewieźliśmy do Sadek nad rzekę Rokitkę. Tutaj zwodowaliśmy kajaki przy miejscowym przedszkolu. Duża ilość wody wyraźnie poprawiła minorowe nastroje całej grupy. Jeszcze tylko zwyczajowa odprawa i omówienie warunków bezpieczeństwa obowiązujących w czasie spływu. Czekał nas bardzo trudny spływ po przełomowym odcinku Rokitki. Trochę obawialiśmy się o naszych młodych przyjaciół: Natalia i Daria dzielnie już poradziły sobie na Słupi, lecz Łukasz to absolutny debiutant na kajakowych jedynkach. Był jeszcze Tomasz –  samorządowiec, doświadczony kajakarz, miłośnik i promotor piękna naszego powiatu w całej Polsce… Nie pływał on jednak z nami na takich rzekach. Jak sobie oni poradzą z czekającymi ich na tej rzece niespodziankami?… 

     Słońce nieśmiało wychylające się za ciemnych chmur zachęcało do spotkania się z niezwykłą przygodą. Woda, płynąca szybko w wąskim korycie natychmiast porwała nasze kajaki. Mijając ostatnie domy Sadek, wpłynęliśmy w głęboki wąwóz wyżłobiony malowniczo w wysokiej morenie. Pełny jest on niespodziewanych zakrętów, usianych głazami, wirów i prądów. Rokitka, leniwie płynąca przez krajeńskie pola gdzieś aż spod Więcborka, tutaj przerąbała w prawiekach wysoką morenę nadnotecką. przepycha się wąskim jarem, burząc się na wysterczających kamieniach, sławnych samorodach przepchanych przez lodowiec z dalekiej Skandynawii, których nie zdołała przez tyle wieków skruszyć i zmyć do Noteci. Kiedy omija je, cichnie, szerzej rozlewając swe wody. W swym łożysku skalnym Rokitka wije się zakrętami, pieni się, kipi wirami na szypotach i licznych bobrzych tamach. Szumi, szeleści i huczy na zwalonych przez wichry pniach. Jak olbrzymy pobite w walce, przeznaczone przez las na spróchnienie, leżą w nurcie. Nie powinno się ich usuwać, stoczone niech zgniją, zbutwieją, w próchno się rozsypią, aby dać życie nowym istnieniom. Być krwią i pożywieniem dla roślin wyrastających spod pni, spod kory, z każdego sęka i spod korzeni. Las taki z biegiem lat stanie się pierwotnym siedliskiem nowych światów, nowych przeobrażeń. Czasami wydawało się nam, że wysokie klify wąwozu zbliżają się i jakby chciały uderzyć w siebie, związać się na zawsze, zatrzymać nasze rozpędzone kajaki i zbudować wiecznotrwałą zaporę. Jednak odepchnięte wzburzonym prądem na boki ukazywały nam nowe, okraszone opalizującymi promieniami słonecznymi, piękno.

     W tym zakątku naszego powiatu przyroda utworzyła skarbiec swej pracy twórczej. W wysokich i stromych klifach zapisała dzieje procesów geologicznych, a w starodrzewie je porastającym, pierwotne prawo natury do zachowania piękna dla przyszłych pokoleń. Tutaj króluje buk, dąb i olcha szeroko rozgałęzione, sękate i zdobywcze. Mimo burz i wichur, mocno wkorzenione w strome zbocza,  trwają zwycięsko. Zaplącze się czasem zbłąkana brzoza, niby przerażona dziewczyna w białej sukience, ozdobionej złotymi liśćmi. Osiki i topole, jak wszędzie, tak i tutaj szelestem brunatnych liści opadających kaskadami, opowiadają legendy i historie o pałacu i jego gościach w Samostrzelu. Jarzębina płacze krwawymi łzami, aby w zimie karmić nimi przelatujące ptaki. Ta rzeka jest rajem dla nas kajakarzy, samotników uciekających przed zgiełkiem obleganych przez liczne rzesze wycieczkowiczów modnych rzek. Znajdujemy tutaj ciszę i ukojenie. Krucha łupina kajaka jest naszą małą pustelnią w wielkiej świątyni, jaką jest przyroda, a nasza obecność tutaj to modlitwa dziękczynna do Stwórcy za doświadczane piękno. Wejrzenie w to wielkie zjawisko przyrody w te majestatyczne i wspaniałe dzieło stworzone z połączenia: wody, głębokiego wąwozu i otaczających je lasów jest doprawdy uskrzydlające. Zmusza nas do refleksji, napełnia serca, uszlachetnia wszelkie ludzkie uczucia…

     Wzajemnie sobie pomagając w czasie pokonywania licznych przeszkód, w doskonałych nastrojach, dopłynęliśmy do Samostrzela. Ściskając się serdecznie na pożegnanie, podziękowaliśmy sobie za doznane wspólnie przeżycia.