Wyprawy kajakowe kajakarzy z KTG im. K. Bachledy w Kcyni z okazji Święta Niepodległości

     Listopadowe święto stulecia odzyskania niepodległości przez Polskę w 1918 r. kajakarze z Koła Turystów Górskich im. Klimka Bachledy w Kcyni uświetnili w charakterystyczny dla siebie sposób. Zorganizowali cykl spływów po rzekach naszego regionu. Dzięki współpracy z dyrekcją kcyńskiego zakładu poprawczego wzięli w nich aktywny udział wychowankowie tej placówki oraz zaproszeni goście i grupy przyjaciół kajakarzy  regionu.

     W dniu 29 października 2018 r. wychowankowie naszej placówki podjęli się trudnego wyzwania – spłynięcia najbardziej zwałkowym odcinkiem Łobżonki. Spływ rozpoczęliśmy w Kościerzynie Wielkim. Na trzykilometrowym, łatwiejszym odcinku do mostu-wiaduktu białośliwskiej kolejki wąskotorowej mogliśmy lepiej przygotować się do pokonania czekających nas niespodzianek na tej przepięknej rzece. Przepływając pod „wrotami do piekła” nie spodziewaliśmy się aż takiej skali trudności przy pokonywaniu licznych przeszkód w nurcie rzeki. Niski poziom lustra wody i niezliczone, leżące w nurcie rzeki drzewa, były niesamowitym wyzwaniem dla naszych umiejętności. Powoli, wspólnie pomagając sobie, udało nam się pokonać ten odcinek rzeki…

     4 listopada popłynęliśmy wspólnie z przyjaciółmi z Sępólna Krajeńskiego i Pakości przepiękną rzeczką Pojezierza Krajeńskiego – Sępolenką.  Rzeczka ta na odcinku z Cioska do Motyli zaskoczyła nas ilością przeszkód. Zwalone drzewa przez zeszłoroczne tornado, które poczyniło tak wielkie szkody na Pomorzu i Wielkopolsce, stworzyły w nurcie rzecznym spiętrzone barykady. Czasem trudno było w tej gęstwinie dostrzec lustro wody. Pokonywanie ich wymagało ekwilibrystycznych umiejętności i doskonałego opanowania arkanów kajakarstwa zwałkowego. W pewnym momencie mozolnie wspinaliśmy się kajakami po kaskadowo leżących zwalonych drzewach, aby zjechać w nurt rzeczny. Innym razem przeciskaliśmy się pod nisko pochylonymi nad wodą grubymi pniami. Przepłynięcie ośmiokilometrowego odcinka zajęło nam cztery godziny. Mimo to doskonałych humorach umówiliśmy się na następny spływ.

     11 listopada zaprosiliśmy  przyjaciół z Bydgoszczy, Szubina i Radzicza na spływ, tak dobrze znaną nam Łobżonką. Spływ w listopadowe święto był wielkim przeżyciem dla wszystkich uczestników tej formy aktywnego wypoczynku, szczególnie dla młodych adeptów kajakarstwa, uczniów gimnazjów i szkół średnich.  W świąteczny, niedzielny poranek sprowadziliśmy kajaki w Wyrzysku. Wspólnie dopingując się i pomagając, mogliśmy pokonywać nieliczne przeszkody z uśmiechem na ustach. Przepłynęliśmy ośmiokilometrowy odcinek w trzy godziny. Nie obyło się bez przymusowego kabinowania i kąpieli w zimnych nurtach Łobżonki. Chwila nieuwagi, na krótko przed metą spływu, spowodowała wywrotkę, doskonale dotychczas dającej sobie radę Wiktorii. Po zaasekurowaniu koleżanki i wylaniu z jej kajaka wody pomogliśmy jej wejść do kajaka i  szybko dopłynęliśmy do Osieka. Tutaj, przy ognisku rozgrzaliśmy się wszyscy, a gorące kiełbaski i herbata z termosów pozwoliły nam w doskonałych humorach umówić się na następne wspólne listopadowe spływy…