Zapachniało, zajaśniało, kajakową wiosną. Spływy kajakowe z okazji roku Konstytucji 3 Maja 1791r.

     Decyzją polskiego parlamentu obecny rok jest rokiem szczególnym, bo uświęconym okrągłą – 230 rocznicą uchwalenia Konstytucji 3 Maja w 1791 r. Wychowankowie naszej placówki włączyli się aktywnie w uświetnienie tego wydarzenia. Jedną z metod jest organizacja cyklu spływów kajakowych po rzekach naszego regionu oraz zwiedzanie miejsc związanych z postaciami, które aktywnie uczestniczyły w wydarzeniach z końca XVIII wieku.

   Wychowankowie przed spływami zapoznali się, na lekcjach historii, z tragicznymi okolicznościami uchwalenia Konstytucji Majowej, kończącej obrady Sejmu Wielkiego w latach 1789-91.  Omawianie tych spraw  w czasie spływów, w otoczeniu przepięknych uroków przyrody ma dodatkowy  aspekt wychowawczy i kształcący.  Rozwijane jest w nich poczucie odpowiedzialności za los naszego narodu, szacunku dla dorobku minionych pokoleń. Łączenie chwalebnej przeszłości, tej bliskiej, regionalnej z szacunkiem  dla cudów  otaczającej przyrody doskonale kształci postawy patriotyczne. Wychowankowie mogli poznać Piłę – miejscowość, gdzie urodził się Stanisław Staszic, jeden z inicjatorów zapisów konstytucyjnych z 1791 r.

     W czasie innej wyprawy kajakowej obejrzeli pałac z założeniem parkowym rodziny Bnińskich w Samostrzelu, rodu tak zasłużonego dla Rzeczypospolitej  w XVIII wieku, kiedy to Konstanty Bniński wspierał króla Stanisława Poniatowskiego w jego próbach reformowania upadającego państwa, jak i w czasie epoki napoleońskiej (w 1806 r. Bnińscy wsparli działania insurekcyjne gen. J.H. Dąbrowskiego w Wielkopolsce, przebywał tutaj gen. Louis Davout, ulubiony generał Napoleona Bonaparte). Gdy w 1831 r. Samostrzel gościł Adama Mickiewicza, jego wnuk, także Konstanty Bniński wziął czynny udział w bitwie pod Grochowem w 1830 r. i w bitwie pod Ostrołęką w 1831 r. w czasie powstania listopadowego. Zaś jego prawnuk – Ignacy Bniński w 1863 r. wyposażył własnym sumptem w broń, zapasy amunicji i żywność  26 osobowy grupę pracowników dworskich i wysłał ich do powstania styczniowego.

     Dzięki wsparciu Pana Dyrektora Zakładu oraz zaangażowaniu wychowanków, którzy przygotowali sprzęt kajakowy, udało nam się zorganizować dla mieszkańców naszego regionu spływy kajakowe: 1 marca  górnym odcinkiem Wieprzy z Kwisna do Bożanki, 7 marca na podgrudziądzkiej rzece Gardędze, z Sobótki do Rogóźna Zamku.  9 marca z grupą wychowanków, wcześnie rano wyruszyliśmy na spływ dobrze nam znaną Orlą z Kraczek do Rudy. A 13 i 17 marca zmierzyliśmy się dwukrotnie z dziką Rokitką na odcinku z Sadek do Samostrzela.

     Płynięcie tymi rzekami o tej porze roku przynosi nam wiele radości i pozostawia niezapomniane wrażenia. Rzeki te, mimo że  płyną na północy Polski, mają wybitnie  górski charakter. Bystry nurt wody, spływając wąskimi jarami z wysokich moren i tarasów rzecznych wypłukuje  materiał skalny przyniesiony tutaj ze Skandynawii przez ostatni lodowiec, kilkadziesiąt tysięcy lat temu. Po ostatnich srogich mrozach, doliny rzeczne ożywione wiosennym ćwierkaniem ptaków, ciepłem słonecznych promieni zapraszały nas na nowe przygody. Aura wyraźnie była nam łaskawa,  pędzące po błękitnym niebie chmury ładowały w nas  nowe pokłady energii i nowe nadzieje… Jak tu nie kochać wiosny? Niezwykły, pełen tajemniczości i baśniowych symboli krajobraz tych dzikich dolin rzecznych został ograniczony wysokimi ścianami głębokich wąwozów, porośniętymi gęstymi a jeszcze bezlistnymi o tej porze roku lasami. Liczny starodrzew zwalony w odwiecznej walce z żywiołami  na dno doliny, jeszcze się czepiał wężowymi oplotami korzeni, szukając ożywczego ratunku wśród zwalisk i załomów. Omszałe pnie poobszywane porostami, powoli  przemieniały się w próchno, w ciągłej tajemnicy życia przemieniały się w żyzną glebę dla nowych pokoleń.  Przyroda pozostawała jeszcze  uśpiona, lecz w nagich gałęziach potajemnie pulsowało życie, które za chwilę w swym naturalnym cyklu  wybuchnie zaraz z całą mocą. Wysoki stan wody w rzekach powodował, że woda gotowała się i kipiała pod naszymi kajakami, kłębiła się grzywaczami i wysokimi falami, układała w rwące warkocze. Przelewała się pieniąc nad głazami i zwalonymi drzewami, prychała pianą na nasze rozradowane  twarze. Wciskała bezlitośnie nasze kajakowe łupiny pod pnie udrapowane jeszcze lodowymi kalafiorami i  fantazyjnymi girlandami sopli. Pokonanie ich wymagało od nas ostrożności i odwagi,  należało zanurkować w przeraźliwie zimną  wodę i wypłynąć z drugiej strony przeszkody. Brzegi skute barokowymi kryzami lodowych kołnierzy uniemożliwiały nawet chwilowy odpoczynek. Adrenalina pulsowała w żyłach. Wokół słychać było głuchy grzmot huczących na skalnych progach kaskad w czasie pokonywania, których kajaki nasze zanurzały się  całe w lodowe odmęty, by po chwili wyskoczyć na powierzchnię z pienistej kipieli, z roześmianymi  twarzami  przyjaciół. Jakaż rozkosz doświadczyć tej przepotężnej siły natury…Chce się żyć!!!

     Wszyscy mieliśmy świadomość, że taki aktywny wypoczynek rozwija w nas umiejętności, które pozwalają zdystansować się do problemów dnia codziennego, odreagować w kulturalny sposób stres, jakim jesteśmy poddawani  w czasie panującej pandemii. Pozwala uwierzyć w wartości ogólnoludzkie, w których zostaliśmy wychowani i w  które warto wierzyć.